dziś pierwsze szczepienie i konsultacja w/s zsypanego pyszczka L. inna pani dochtor, bardzo miła i przejmująca się. czy stosuje pani jakąś dietę? tak, po operacji lekkostrawną. to proszę jeszcze na 2 tygodnie odstawić nabiał, wołowinę i cielęcinę. WOŁOWINĘ?! ależ ja mam niedoskrwistość, kazali mi właśnie uzupełniać dietą braki żelaza... w koło Macieju, na kurczaka i gotowaną marchewkę ledwo już patrzę, zaczyna mi brakować pomysłów na jedzenie (po odstawieniu większości lubianych warzyw jako potencjalnie wzdymających i wszelkiego nabiału nie zostaje aż tak wiele opcji).
wczoraj wieczorem na fali zmęczenia i niedospania mega dół, że moje życie zredukowało się do przewijania-karmienia-odbijania-usypiania-odciągania pokarmu-i apiat' to samo. że brakuje mi czasu tylko we dwoje z K., wspólnych nieograniczonych wyjść, możliwości załatwienia w ciągu dnia najprostszych spraw (jakiekolwiek wyjście na zakupy urasta do mega wyprawy, szczególnie teraz po operacji, gdy nie wolno mi dźwigać - mam na piśmie bezwzględny zakaz wysiłku fizycznego przez 6 miesięcy). zdecydowanie nie pomaga fakt, że po sześciu tygodniach od porodu, gdy już dobrze się czułam, pokroili mnie znowu, więc dochodzenie do siebie zaczynam od początku (na szczęście tym razem bez obkurczania się macicy, kurewskiego bólu, o którym się nie mówi, a który dał mi w dupę jak mało co). obawy jak dam radę od poniedziałku, gdy K. pójdzie do pracy, a L. znowu będzie na mojej głowie przez cały dzień (oczywiście, że dam radę, tak jak dawałam wcześniej, ale wczoraj wszystko widziałam w czarnych barwach).
ryczałam chyba z półtorej godziny. dziś już dużo lepiej (L. odsypia szczepionkę, więc i ja w ciągu dnia przespałam 2h!), ale zapisuję powyższe, żeby nie było, że moje życie to teraz sielanka i kolorowe zdjęcia. czasem nie ma nawet kiedy zrobić tych zdjęć.
w prezencie z okazji zdrowienia dostałam od K. opakowanie lodów Haagen-Dazs. karmelowe z karmelem.
AAAAAAAAAAAAAA !
obłęd kulinarny po prostu. słodkie jak diabli, ale akurat w tym wyjątkowym przypadku wcale mi to nie przeszkadza. mają dwie wady: cholernie drogie (kosztują równowartość półlitrówki dobrej wódki) i ciężko się od nich oderwać.
mlask.